4 dni rowerem – 350km (jeziora)

2
13939412_949390958521041_4868574657481562698_n

Przełamać muła, czyli ruszyć dupę mimo wszystko

Czasem jest tak, że potrzeba się wyrwać od codzienności, bo jest komfortowa. Przed długim weekendem myślałem sobie, że fajnie by było wyjechać gdzieś pobiwakować i większość czasu spędzić aktywnie i na świeżym powietrzu, a najlepiej jadąc powoli rowerem. Miałem zebrać się w czwartek po południu, ale jak mam być szczery to jakoś nie miałem siły pakować majdanu – iść do piwnicy po namiot, materac i sakwy. Zebrałem się dopiero na wieczór. Samochód i cały sprzęt z którego korzystam na codzień zostawiłem u babci koło Ćmielowa (woj. świetokrzyskie). Wszystkie autobusy były pełne więc zapisałem się na BlaBlacar. Trafiła się fajna ekipa – dziewczyna z Jakucka (z dalekiej Rosyji z chłopakiem – Polakiem) i dodatkowy pasażer Kamil PRJ – raper z Ustrzyk, obecnie dodatkowo pracujący jako kucharz w Liverpoolu – sprawdź go na youtube, bardzo fajny gość, mega wierzący w swoją pasję i to co robi. W ogóle cała ekipa była zacna. Wyjazd o 7:00 rano, miłe konwersację, bez zadęcia i naprawdę fajnie się przegadało całą drogę.

Elegancko na 10 byłem już w Ostrowcu. Musiałem dokupić tylko plandekę na przykrycie roweru wieczorem i samolotowy pojemnik na żel do obmywania strudzonego wysiłkiem ciała – haha. Zajechałem do babci wypiłem kawę, bo wciąż mi się nic nie chciało i nie mogłem się zebrać. Niemocy kawa nie przełamała, ale wsiadłem o 14 na rower i ruszyłem w świat.

13939440_948427711950699_1736024334500912820_n

Od razu za rogiem coś obcierało coś było źle zapakowane. Myślę sobie kuva nigdzie nie dojade i chyba by pasowałoby wrócić póki jeszcze blisko jestem. Przynajmniej do pomocy i ściągania z trasy nie trza będzie nikogo dodatkowo angażować. Na szczęście włączył mi się tryb fightera mówiący – nie wymiękaj miękka fajo, w życiu trzeba walczyć, a nie leżeć jak warzywo na kanapie (co zresztą powiedział w innych słowach papież Franek). Leżałeś przecie 3 miechy ze zwiędłą nogą i cierpiałeś w niemocy, przypomnij sobie jakie to przerąbane synu – to jest teraz sentencja która mega mobilizuje mnie do życia. Jak się zabrałem do przepaku to robota poszła jak należy i po chwili kurzyło się już z opon.

Trasa

Ruszyłem z można powiedzieć z Ćmielowa – kto tu nie był to polecam żywe muzeum porcelany i ewentualnie zobaczyć zwłoki zamku, który lata świetności ma za sobą. Dalej pojechałem het het w stronę Opatowa. Elegancko się leci fajnym asfaltem między polami, dużo pagórek i wzniesień. Dla mnie jak znalazł na odbudowę siły w czworogłowym. Jechałem sobie spokojnie, nic mnie nie bolało i taki był plan na dzień pierwszy. Nie orać tylko sprawdzić jak bardzo jestem do tyłu z formą. O dziwo dupa nie bolała a na kolano czy nogę nie narzekałem.

Zajechałem do Opatowa, dalej pojechałem na Rzeszów i skręciłem nad jezioro tarnobrzeskie gdzie w zeszłym roku zaliczyłem pit stop podczas podróży na Słowenie. Fajna miejscówka na kime. Zanim się zatrzymałem zrobiłem jeszcze zakupy w Bierdronce po drodze zaopatrując się w wyprawkę jedzeniową. Zatrzymałem się z dala od ludzi żeby nikt mi dupy nie truł, ale niestety przyjechało z wieczora parę ekip które świrowały do 1-2 rano – też pewnie nie chciały nikomu przeszkadzać. Popływałem chwilkę – zimno z wieczora, wczesna Polska jesień nie rozpuszcza nas w tym roku. Zmarzłem na tyle, że do śpiwora ubrałem drechy i bluzę. Rozebrałem się dopiero w połowie nocy, gdy obudziłem się z przegrzania. Zanim przysnąłem miło było zrobić sobie makaron, herbatę i wypić przed namiotem. Taki człowiek robi się wtedy dumny, że ma wszystko czego potrzebuje i wcale dużo nie potrzeba. Jedzenie smakuje dobrze mimo, że jest mega proste i bez przypraw i jeszcze parę bezcennych godzin przekręconych na rowerze – taki dzień to dzień wygrany. 

13912466_948427671950703_6500652123981542548_n

Rano obudziłem się wcześnie i z automatu około 6:00 – jak ja uwielbiam tak sie budzić i czuć się wypoczętym! No, ale ułożyłem się o 21. W domu rzadko mi się to udaje. Tu zapada zmrok i co masz robić? Kładziesz się i odpoczywasz. To też jest fajne, bo nie szuka się wtedy niczego w internecie i nie czyta się książki do późna, bo w namiocie po ciemku trzeba „oszczędzać światło”.

13902722_948427698617367_193558932523572032_n

Z rana zrobiłem herbę i zacząłem czytać książkę. Jak wyszło słońce to zebrałem się i spakowałem. Pojechałem na kawę żeby obmyślić co tam dalej robić. Korciło mnie żeby jechać nad Solinę, ale rozsądek mówił żeby nie orać i zrobić coś nowego, pojechać w nowe miejsce, a nie klepać sprawdzone. Podjechałem na kawę i okazało się, że są Mistrzostwa Polski szkrabów do lat 9ciu w żeglowaniu. Jeden trener namówił mnie żeby zostać bo fajnie to wygląda. Fajnie się patrzyło na małolatów mega ogarniających łódeczki. Rywalizacja i zacięcie w tak młodym wieku to coś co obserwowałem z przyjemnością.

14011894_10154267529394718_1487356251_n

Nagle zrobiło się po 11 i stwierdziłem, że trzeba jechać dalej. W ośrodku obok polecili mi zalew Biszcza koło Biłgoraju – 100km dalej mówili. Ruszyłem więc w stronę Stalowej Woli, dalej na Nisko, Harasiuki. Uwielbiam nie planować za dużo i czekać na rozwój zdarzeń. Nie zawiodła mnie ta metoda tym razem. Wyżyny znikły, pojawiły się gęste fajne lasy i całkiem inna przyroda niż świętokrzyska. Nie spieszyłem się i zaleciałem nad zalew o 16:00. Na miejscu było prawie wszystko: camping, prysznice, windsurfing, knajpy, wake, rybacy i mało turystów. Wlazłem do wody żeby schłodzić nogi – chłodno na zewnątrz i chłodna woda. Postałem z 15min i stwierdziłem, że czas popływać. Przepłynąłem tam i z powrotem kilka razy i do namiotu poleciałem biegusiem. Rześko i przyjemnie. Było tak mało ludzi, że nie było z kim gadać więc podzwoniłem sobie po znajomych i pogadałem o głupotach. Przed zmrokiem zrobiłem jeszcze na rozgrzewke slow jogging – parę osób biegało wokół jeziora i tak mnie jakoś zmotywowali do działania. Moja noga wciąż nie nadąża, ale jest perspektywa na jakieś bieganie w przyszłości.

Szybko zasnąłem i obudziłem się o 5 rano. Przyszli pogadać lokalsi – 19letnie mamy wracające z melanżu, które opowiadały o super imprezach 8 dniowych i o tym jak położone kazały im robić przysiady przed porodem. Trochę śmiesznie, trochę dziwnie, trochę fajnie – Gang Albanii lecący z telefonu.

Zrzut ekranu 2016-08-17 16.17.56

Mimo wszystko bez spiny o 7:00 siedziałem na rowerze. Dojechałem do Biłgoraju. Tam na wylocie kupiłem sobie kawę na stacji i poszedłem do Parku i popatrzeć na kaczki – jak na starego dziada przystało. Wyszło słońce stwierdziłem, że zjem 2 śniadanie bo się nie spieszę, a trochę kalorii nie zaszkodzi. Rozłożyłem się cudownie na ławce i tak biwakowałem pięknie.

Komu w drogę temu czas. Do Lublina jechało się trochę ciężej – więcej wzniesień i wiało.. Pogoda cały czas zmienna. Czasem kropiło, czasem padało, ale jechałem. Krajobraz i pejzaże jak mówi moja babcia, ładne. Po drodze popsuł mi się bagażnik, ale mały zapas trytek uratował wycieczkę. Zajechałem na miejscówk, którą polecił wujek google i parę opinii. Rozbiłem namiot i poszedłem znowu pływać. Jak właziłem do wody to oczywiście słońca brak i ogromny wiatr. Windsurferzy ładnie latali w ślizgach. Ja zapiąłem się bojki, poprosiłem dziadzie na brzegu na leżaku żeby zerknął czasem na me rzeczy i wlazłem popływać. Popływałem z 30 min wyszedłem z wodzianki i wyszło słońce, zero fali i przyjemne warunki. Poleżałem na ręczniku ciesząc się słońcem, ale trochę zaczęło mnie mulić więc wróciłem do obozu i tam zjadłem płatki owsiane z sokiem – dobry mix z kopem energii. Siły wrócić w mig i stwierdziłem, że pozwiedzam okolice, bo była dopiero 16:30. Skończyło się na bardzo dobrym smoothie i czytaniu książki w kawiarni na świeżym powietrzu. Ohh tak przyjemnie mi sie tam siedziało tam, że zabawiłem do około 19:00. Odpoczywałem na maxa, obserwowałem ludzi, czytałem, rozmyślałem, tępo patrzyłem i zerkałem w fejsa czasem. Później wróciłem oporządziłem się, pobawiłem z psem właścicielki ośrodka i poszedłem spać. Ostatni dzień to już szybki powrót na imieniny do babci. Teren z Lublina ładny i pofałdowany, ale spiąłem się i około 13 siedziałem już przy stole zajadając się ziemniakami, kaszą i sałatką.

13924876_950202381773232_8449096147661888688_n

Bardzo fajna wyprawa. Bardzo sobie chwalę spanie nad jeziorami/zalewami/zbiornikami. Nie rozpaliłem tylko nigdzie ogniska. Trasa przyjemna i zróżnicowana. Polecam każdemu alegrowiczowi. Wiadomo ciężko się było zebrać, sam nie wiedziałem na ile mnie stać w tej chwili i jak sobie poradzę dlatego tak to odwlekałem. Teraz jednak worek wypraw otworzył się na nowo. W razie czego zapraszam na fanpage tam będę dawał ogłoszenia i można się czasem zabrać na jakiś wojaż. Nie mam śladu gps z podróży, ale na przyszłych przejazdach będę już robił. Jak coś to pisz to podpowiem conieco.

Co jeszcze? Gdy wsiadłem w samochód o 20 żeby wracać do Wawy poczułem się bardzo wygodnie. Doceniłem to że w samochodzie mam radio i gra tam muzyka. Miło mi się piło herbate z kubka termicznego w czasie jazdy, a w domu prysznic wygodne łóżko były tak wygodne jak nigdy. Jak sobie myślę teraz, że dziś pójdę popływać w jeziorku w piance i później wrócę sobie samochodem do domu to mimo niesprzyjającej aury myślę sobie pełen luzik. O to to chodziło.

Morał tej opowieści jest prosty i ogólnie znany. Zapomniał wół jak cielęciem był, czyli przyzwyczaił się do wygody i zapomniał jak mu dobrze i łatwo na codzień. To miało być z humorem, ale nie chce pić już dziś kawy żeby wymyślić jakąś nową głupotę. Hej joł!

Warszawa, 17 sierpnia 2016, Wspomnienia z długiego weekendu sierpniowego

 

About author

Adam Sułowski

Adam Sułowski to Ultra Triathlonista, Organizator Hunt Run - Polowanie na Biegaczy, autor Ultra Kukbuk StrąkMan'a i Time 2 Tri i przede wszystkim StrąkMan. Moim celem numer jeden jest wyścig na dystansie UltraMan - 10km pływania, 421km jazdy na rowerze, 84km biegu. Planem numer jeden są Mistrzowstwa Świata UltraMan na Hawajach. Misją jest znalezienie balansu w życiu między tym co nierealne i osiągalne poprzez przemierzanie drogi z punktu A do punktu B. Coraz częściej dostrzegam jednak, że: "Sztuka życia polega na tym by cieszyć małym, a wytrzymywać najgorsze." W.H. Double IronMan Finisher - 7,6km pływania + 360km jazdy na rowerze (avs 31,1km/h) + 84km bieganie - 23h53min! UMUK Finisher- 10km pływania + 421km jazdy na rowerze + 84 bieganie

2 comments

Post a new comment

Przeczytaj także

img_20161105_124713

Ile godzin w tygodniu należy trenować?

Odpowiem, od razu. Należy trenować tyle godzin, żeby co tydzień dało się to powtórzyć i ewentualnie zrobić parę min więcej lub szybciej.  Siedzę sobie teraz ...