Warszawa – Kotor. Rowerem i pociągiem – moja dokładna trasa.

2
SAMSUNG CSC

W dzisiejszym „odcinku tego artykułu” będzie o mojej podróży do Kotoru. Podróż trochę inna, bo stwierdziłem na samiuśkim począsiu, że zrobię to trochę inaczej. Nie będę orał i bardziej będę szukał opcji do zabawy i miłego spędzenia czasu. Będę przyjmował jeszcze bardziej z otwartymi rękami to co przynosi dzień, noc i nie będę trzymał się jednego schematu. Myślę, że mi się udało choć mam takie poczucie, że trochę za mało pojeździłem. Nigdy nie będzie idealnie i sobie nie dogodzę, ale ogólnie wrażenie mam takie że było naprawdę fajnie. Ten niedosyt roweru chyba wynika z aury która jest za oknem teraz, czyli tzw. sraczka. A wrzesień był naprawdę dobry jak Polskie warunki..

Gwoli wstępu

Na wycieczkę tak gwoli wstępu wyruszyłem w połowie września. Piekny ciepły wrzesień po 28 stopni napawał mnie wielkim optymizmem, że będzie naprawdę dobrze. Wieczorki jednak już chłodne co czułem w namiocie w górach czy o porankach. Ale, ale znów można docenić to jak przyjemnie i łatwo żyć w czterech ścianach i jak naprawdę mało potrzeba żeby być szczęśliwym. Wróciłem po tej okropnej kontuzji i tą przejażdżkę traktowałem jako uzdrowienie psychiczne. Z ciekawostek to napomnę, że cały mój ekwipunek ważył ino 15kg – z namiotem, śpiworem i sakwami. Kulturka bracie siostro..

Proza rowerowa

Podróż jak to miło powiedzieć. Jechać rowerem i odciąć się od życia codziennego. To działa jak katharsis. Można pobyć z samym sobą, powygłupiać się, nie ubierać mordy, czy maski którą na codzień Ci przypisują lub czynisz to sam robiąc w kółko to samo i to co robią inni. Zawsze pobyt za domem działa na mnie mega pozytywnie. Cel jasny i sprecyzowany: przemieszczać się dalej i cieszyć tym co po drodze. Tyle. O! A jak masz ochotę poczytać o moich przeżyciach bezpośrednio w trasie to dawaj tu.

Przejdymy tera jednak do konkretów, bo o to przecie w życiu chodzi. Trochę pomydliłem z początku, ale jak to tak by było bez small talk’u o pogodzie – haha. To ruszyłem z Warszawy przez Warkę, Kozienice Zwoleń, Lipsko (czasem mówię Cipsko haha) i do Brzóstowy, koło słynącego z porcelany Ćmielowa. Tam pochrapciolałem jak to mówią dziatki małe. Zjadłem popiłem jak to u babci i dalej ruszyłem w drogę.  

„Pójdźcie, o dziatki, pójdźcie wszystkie razem

Za miasto, pod słup na wzgórek,

Tam przed cudownym klęknijcie obrazem,

Pobożnie zmówcie paciórek.”

(Kto wię kto to nawijał powyższy tekst ten ręka w górę i 3+ do dzienniczka się należy. Nie no żartuję 5 sie należy.) 

Dalej leciałem, a właściwie błądziłem po polach świętokrzyskich przez co nie pocisnąłem tego dnia za bardzo. Kimnałem u dobrego człeka w ogrodzie zapoznając go po zmroku. Ugościł gościa a jam przycupnął na jego trawie niczym krasnal ogrodowy. Po przygodach dnia poprzedniego stwierdziłem że czas gonić i jechać. Kolejnego dnia spałem już na szczycie gór w Słowacji. Całkiem elegancko aczkolwiek z obsrywką w gaciach bo ludzie mówili, że odbywają się tu polowania. Sen był zatem połowiczny, bo czuwanie miałem włączone czy aby niedźwiedź nie nadchodzi.

zrzut-ekranu-2016-10-14-12-07-24

Poranek w górach Słowackich nie przywitał mnie piknym wschodem słońca lecz mgłą i małą widocznością. Począłem kierować się dalej w stronę Preszowa. Tu szybko dojechałem chlapnąłem kawe w maku i dalej poleciałem na Koszyce. Po drodze mandat za jazdę po expresówce. Pokuta 20euro, dmuchanko w alkomacik. Dalej Panowie Władzowie polecili, że trzeba wjechać  znowu na expresówkę tam już mogę niby jechać. Cóż tak jest ponoć na Słowacji o czym rozmawiałem później też z Węgrami – ponoć lubią się przysrać żeby ktoś musiał pokutować. Mi pokutowanie dało tyle, że stałem się bardziej uważny co też mogło mieć dobry wpływ na bezpieczeństwo podróży mej.

Pamiętaj bezpieczeństwo i zdrowie są najważniejsze. Ciężko czasem to zrozumieć w życiu codziennym, ale to dobre przesłanie jakie otrzymuje się z drogi. Powiem tak.. chuj.. (uśmiech) przez Preszów przebijałem się jeżdżąc ścieżkami rowerowymi. Zapytałem miłego faceta (lubię to określenie) pytając o drogę na Miszkolc. Przewiózł mnie przez te Koszyce ścieżkami rowerowymi narzekając na cyganów, których sprowadziło się Słowacji całe mnóstwo. Jeśli dobrze zrozumiałem to mają specjalne świadczenia z okazji swojego pochodzenia, czyli dostają mieszkanie i kasę za bycie sobą czyli cyganami. Tu nie drwię sobie ani nie śmieszkuje, ale ponoć UE płaci Słowacji za to, że trzymają ich w swoim kraju.

Koszyce przelatuję. Trochę pada, trochę siąpi z nieba, ale patrząc przed siebie droga napełnia me serce dużym optymizmem bo widzę:

„Jasność widzę jasność” 

przed  sobą. Jedzie się już płasko i szybko. Z blatu nie schodzi 28km/h mimo, że jest końcówka dnia. Nie wieje, a ja sobie jadę i co tu dużo pisać: zapierdalam elegancko ciesząc się uzyskiwanej prędkości. Tak dojeżdżam po ciemku do Miskolca. Dobre ludzie wskakują na rower i podprowadzają mnie na miejscówkę gdzie można kimnąć. To niesamowite jakie te ludzie pomocne zawsze. Pamiętaj bracie siostro jadąc rowerem zawsze jesteś dobrym człekiem lub:

Nigdy nie jesteś złym człowiekiem jeśli podróżujesz na rowerze.

No bo jak może być inaczej. Kto normalny jedzie jako turysta rowerem? Musisz być specyficznym i pozytywnym człowiekiem. Jak nie jak tak? Z innych mądrych powiedzieć to jeszcze dorzucę:

Skoro dobrze masz.. to chyba źle nie masz?

zrzut-ekranu-2016-10-14-12-13-41

Sale Malejkum jeśli dotarłeś/aś już tu razem ze mną. Kimnąłem sie pod Miskolcem. Wsiadłem w pociąg – hmm.. Ludzie z Trójmiasta powiedzo, że w SKM, a ludzie z Warszawy, że WKD, a ze Ślunska, czy Krakowa to nie wiem. Podróże pociągiem po Węgrzech są zajebiście tanie. Nawet jak pociąg nie jest przeznaczony na przewóz roweru to nikt nie robi z tego powodu problemu. Wsiadasz i jedziesz. Szybko kupiłem bilet z Miskolca do Budapesztu. Jeżdżą co chwilę. Pociąg elegancki. Pomogli mi jacyś małolaci którzy też jechali od samego początku ze mną z przedmieści Miskolca. Trochę narzekali, że bida na Węgrzech i mało płacą – nihli novi sobie pomyślałem. Haaa obstawiali ile mam lat. Ziomek stwierdził że 24, a dziewczę, że 30. No kobiety nie oszukasz chociaż się wyraźnie wahała.

Dalej, dalej jadymy, bo ja mogę gadać w sensie pisać w nieskończoność. Pociąg do Budapesztu elegancki. Specjalne miejsce na rower. Zawiesiłem rower, 2h minęły jak z bicza strzelił i wysiadłem w Budapeszcie. Spotkałem nowych ziomków tym razem jadących na rowerach Szwajcarskiej Armii z 1945 roku. Jechali z Niemiec, ich rowery po 23kg. Obwieścili, że będę miał lipę jeśli chcę zajechać z Budapesztu do Serbii, bo niby nie bardzo z tymi rowerami. Mieli rację, ja musiałem trochę pogimnastykować się, dopytywać i kombinować, bo Paniom w okienku nie bardzo się chciało myśleć lub coś doradzać. Skończyło się na tym, że wsiadłem na rower i pojechałem kawałek za miasto. Także pierwsza stolica na tej wyprawie przejechana rowerem. Wsiadłem znowu w SKMke węgierską za tym Budapesztem i pojechałem nim aż do samej granicy z Serbią, bo w Serbii podobno w ogóle rowerów nie biero na składy. Fajnie odpocząłem w tych pociągach, posłuchałem muzyki, poczytałem książkę. Było mi naprawdę dobrze.

Tu możesz zobaczyć pierwszy odcinek z podróży:

Kimnąłem się na na granicy z Serbią w ZimmerFrei’ju. Taniocha w barach i sklepach. Herba w pizzerii za 1,96zł o czym przekonałem się drugiego dnia, gdy czekałem aż przejdzie ulewa. Jak się trochę uspokoiło to wsiadłem na maszynę i ruszyłem w siną dal. Wojska mnóstwo, wszędzie pełne ciężarówki z typami ze spluwami. Na granicy zobaczyłem ludzi w namiotach poobwijanych w dywany i dziatki biegające boso mimo że było dziwno. Słabo to wyglądało.. Czyja wina, że oni do lepszego świata chcą uciekać? Czyjaś..

Tak dodymałem do miejscowości Subotica. W międzyczasie zaczęło padać i stwierdziłem, że trza jechać bo nie mogę utknąć gdzieś w żopie i tracić swojego cennego życia. Z Suboticy jadę do Belgradu pociążkiem. Bilet kupuje w kasie. Pociąg za 3 minuty. Szybko wskakuje w pociąg przebieram się w suche rzeczy. Przywiązuje rower do metalowego słupka ekspanderami i jadę. Kanarom płacę jakieś drobne za rower. Bilet też był tani, dużo tańszy niż w PKP. Jadę, czytam książkę, słucham muzyki jest mi tak dobrze. Pociąg to też forma rekreacji. Dojeżdżam do Belgradu. Tam mam 2,5h i przez ten czas szybko objeżdżam całe stare miasto i miejsca które polecili mi ludzie mieszkający w Belgradzie, czyli Belgradowcy, Belgradowiaki, czy jak kto woli. Yyyy czyli druga stolica w czasie tej podróży objechana rowerem..

zrzut-ekranu-2016-10-14-12-20-38

W Belgradzie wsiadam w pociąg nocny, który ma mnie przewieść już do Czarnogóry. Wow co to za podróż. Ludzie jarą zielsko, piją browarki, impreza w wagonie restauracyjnym. Wycieczka jakiś kobitek z Argentyny, piją browarki – zawalony cały wagon nimi. Ja dostaję swoją komnatę z 8 łóżkami w której spędzam noc sam. Bilet około 30 euro. W porządku był konduktor który stwierdził, że tak będzie dla mnie najlepiej bo nie będę musiał martwić się o rower. Ziomale by powiedzieli, że był po torbie. Wyruszamy pociągiem o 20. Niby dojazd ma być na 8:00 rano, ale jak to z pociągami bywa.. Przyjeżdżamy na 11:00. W sumie to nawet pospałem, pogadałem z ludźmi. Co ciekawe można na ten pociąg załadować się z samochodem i spędzić noc w kuszetce. Fajna opcja jak będziecie furą. Tylko kierowca nie pije :-D.

Nawet sie cieszę, że było opóźnienie, bo wow.. Miejsca przez które sie jedzie naprawdę urywają dupę. Wysoko w górach przez tunele. Piękne przepaści, rzeki. Przyznam szczerze, że takich eleganckich miejscówek chciałbym oglądać w życiu jak najwięcej. Zrobiłem jedno zdjęcie na Instagrama, ale ono sie nie umywa w ogóle. Zobaczysz w kolejnych odcinakach z podróży więc zaglądaj do mnie na Youtube.

SAMSUNG CSC

Gdybym tylko bardziej poszperał w materiałach i obrobił te zdjęcia..

Zajeżdżam do Baru i jest Słońce. Wbijam w GPS w kawiarni przy stacji kolejowej, że mój drogi gpsie poproszę o prowadzenie mnie do Konstanjicy. Po drodze czasem pada, ale nie płakałem i jechałem. W trasie okazuje się, że mogę skrócić trasę o kilkanaście kilometrów jak skorzystam z tramwaju wodnego. No to myk wskakuje nań płacąc jeden euro. Później mam już tylko 2km. Zajeżdżam na miejsce, wskakuje do wody, trochę jem i jadę do pubu na małe piwko. Na miejscu jeżdżę sobie jeszcze przez 3 dni rowerem. Codziennie pływam w Zatoce z rana i wieczorem. Odwiedzam miejsca w których dawno nie byłem, a wróciłem po 5 latach. Tylko 5 lat, a tyle sie zmieniło. Jestem innym człowiekiem, przyjechałem tu rowerem teraz, a kiedyś samolotami i autobusami z plecakiem – kto by pomyślał. To buduje takie zadumienie taką wewnętrzną nastalgię za tym co było kiedyś, ale rozum mówi, że jest w sumie elegancko, jestem innym człekiem, zdecydowanie lepszym. Na tym zakończymy chociaż flow mnie dzisiaj niesamowicie niesie. Szkoda kończyć, tak jak i trzeba wracać do domu.. 

„Jutro nieznane, ale za wczoraj dziękuję”

Warszawa, 14 paździenik 2016.

Adam znany jako StrąkMan, który natchnięty był prozą w podróży tem razem.

Ależ fajnie mi się cisnęło tego posta.

About author

Adam Sułowski

Adam Sułowski to Ultra Triathlonista, Organizator Hunt Run - Polowanie na Biegaczy, autor Ultra Kukbuk StrąkMan'a i Time 2 Tri i przede wszystkim StrąkMan. Moim celem numer jeden jest wyścig na dystansie UltraMan - 10km pływania, 421km jazdy na rowerze, 84km biegu. Planem numer jeden są Mistrzowstwa Świata UltraMan na Hawajach. Misją jest znalezienie balansu w życiu między tym co nierealne i osiągalne poprzez przemierzanie drogi z punktu A do punktu B. Coraz częściej dostrzegam jednak, że: "Sztuka życia polega na tym by cieszyć małym, a wytrzymywać najgorsze." W.H. Double IronMan Finisher - 7,6km pływania + 360km jazdy na rowerze (avs 31,1km/h) + 84km bieganie - 23h53min! UMUK Finisher- 10km pływania + 421km jazdy na rowerze + 84 bieganie

2 comments

  1. Dżerzi 16 października, 2016 at 11:02 Odpowiedz

    Cześć,
    Nie piszę w sprawie komentarza do relacji z wyprawy lecz w celu przekazania mojej myśli, która przyszła do mnie gdy wysyłałem link do twojej strony mojemu bratu. Najpierw zastanawiałem się czy jest wart tego aby się z nim podzielić mega dawką pozytywnej energii i kopalnią inspiracji. Wysłałem, lecz w tytule mejla napisałem, i ta informacja powinna pojawiać się na na twojej stronie jak napis na paczce fajek: MATERIAŁ NIEBEZPIECZNY!!! MOŻE UZALEŻNIĆ A NAWET ZMIENIĆ TWOJE ŻYCIE!!!
    Pzdr

Post a new comment

Przeczytaj także

plain-project-005

Dekalog

Każdy ma pewne zasady i kieruje się nimi. Werbalizacja ich podnosi nasze ego, bo są jak z kosmosu. Patrząc na nie można pomyśleć, że jest ...