Podróż rowerem przez Tajlandię

0
zenrower

Siedzę sobie w pokoju i jest temperatura w środku 33 stopnie. Klimy nie bardzo lubię, więc czekam na jeszcze chwilę aż już będzie się lało ze mnie na maksa. Siedzę na dupie i klepię w kompa. Tak sobie myślę, że bałem się Tajlandii. Myślałem, że to dziki kraj, a tymczasem czuję się tu dużo bezpieczniej niż w Polsce. Ile kosztował mnie miesiąc życia w Tajlandii dowiedzieliście się z tego wpisu. Na Phuket jest trochę drożej, ale nieznacznie. Trzeba wybierać inne produkty, które są dużo tańsze niż na północy. Świeże jedzenie to nie produkt. Produkt to kolorowe ciastko, mleko z kartonu czy napój typu syrop kokosowy, które w tak dużej ilości piliśmy jadąc przez Tajlandię. Więcej o nim dowiesz się oglądając poniższy filmik

Jeśli miałbym porównać większość aspektów z podróży rowerem przez Tajlandię i tej mojej pierwszej na Słowenię to wielu osobą powiedziałbym żeby na swoją pierwszą wyprawę przyjechali do Tajlandii. Już piszę dlaczego:

  1. Bezpiecznie – jadąc przez kraje takie jak Słowacja i Węgry spotyka się wielu nieprzyjemnych cyganów. Rumunia była dużo bardziej przyjemniejsza niż miałem o niej wyobrażenie. Serbia i Chorwacja to już nie wspomnę – bardzo przyjazne kraje. W Rumuni bałem się tylko dzikich zwierzaków w górach. Tutaj to właściwie nie boję się niczego. Ani wieczorem, ani za dnia. Ludzie są wszędzie przyjaźni i patrzą na mnie jak na atrakcję turystyczną. Czasem kopsną kawę, innym razem zaproponują kokosa 
  2. Szerokie drogi – czuję się dosłownie jak USA – wszędzie dobre drogi, równy asfalt, mnóstwo Hiway’ów i szerokie pobocza. Można lecieć z całym pakunkiem jak zły na nic się nie oglądając. Średnie na 100km wychodziły nam czasem po 25km/h więc pełna kultura. Czasem jest trochę góra dół, ale przez większość czasu jest długa prosta, którą można śmiało lecieć i podziwiać szeroki horyzont. Zazwyczaj drogi boczne są w mega dobrym stanie. My w Polsce o takich moglibyśmy sobie pomarzyć. Jedynym wyjątkiem była trasa na której złapałem gumę, bo wpadłem w dziurę. Tam akurat poszerzali drogę, bo robili dolot do nowet atrakcji turystycznej. Jak zobaczycie na filmie złapanie autostopa w Tajlandii to nie problem, nawet z rowerem
  3. Tanie noclegi wiadomo, że najtaniej byłoby jechać z namiotem i wydawać kasę tylko na jedzenie. Moja miesięczna podróż na Słowenię kosztowała mnie 1200zł. Czasem kimnąłem w różnych campingach, parę razy na gospodarza, parę razy na dziko i dosłownie kilka razy wynająłem nocleg. Tutaj za kimę płaciłem od 12zł do 30 za noc. Zazwyczaj braliśmy jeden pokój na dwoje. Pamiętam, że w zeszłym roku myślałem sobie nawet, że noclegownie w trasie to strata kasy i wyprawa traci swój klimat wyprawowy. Można tak powiedzieć, ale z drugiej strony oprócz zwiedzania małych wiosek i oglądania tam prawdziwego miasta można zobaczyć też jak wygląda życie w mieście. Tutaj zatrzymując się w miejscowości Surat Thani oprócz super biegania po parku odkryłem też grę jakiej wcześniej nie widziałem
     
  4. Niskie koszty. Nie bez powodu przyjeżdża tutaj masa ludzi z zachodu na swoją emeryturę. Jeśli mają dodatkowo jakieś pracujące na nich aktywa to mogą żyć jak królowie. Jeśli chodzi o podróż rowerową to właściwie barierą jest tylko samolot. Ja za moją Lufthansę w obie strony zapłaciłem 2200zł. To jest coś co kosztuje najwięcej. Jedzenie standardowo kupuje się na bieżąco na Fruit Marketach – mięsożercy dostaną tu kurczaki, jedzący jajka dostaną jajka, a wszystkojedzący dostaną naleśniki, słodycze i co tylko dusza zapragnie. W niektórych miejsach w weekendy są przy marketach różne Eventy. Ja na jednym z nich uczyłem się tajsko – hawajskiego tańca
      
  5. Przecierasz szlaki. Podróże rowerem przez Tajlandię nie są jeszcze popularne. Wiele miejsc jest nie znanych. Ruch turystyczny odbywa się zazwyczaj w kilku kierunkach – ludzie koncentrują się na tym co inni widzieli. Mało kto dociera jeszcze w miejsca mniej turystyczne. Tylko rowerem dotrzesz w takie miejsca, gdzie była wcześniej garstka ludzi, bo inni samochodami lub transportem pojadą tam gdzie wszyscy. Ludzi w tych nowych miejscach będę Cię witać z otwartymi rękami. W wielu miejscach, gdzie byłem turyści byli nie znani. Każdy się cieszy, uśmiecha, przyciąga wzrokiem żeby na niego spojrzeć. Gdy miałem mały defekt w rowerze to podjechałem do rowerowego i ziomuś mega sie cieszył, że może pomóc i że przyszedłem go odwiedzić. Tak oto wygląda jazda i znajdowanie kolejnego noclegu. 
  6. Naładujesz się energią. Zawsze jestem fanem podróżowania, gdzie nie wszystko jest zaplanowane. Jest tylko trochę zaplanowane, a reszta powinna dziać się sama. Gdzie trafisz i gdzie się kimniesz danego innego dnia to loteria – to lubię najbardziej. Wtedy czujesz przygodę i energię, która płynie. Tak też było w Parku Natury do, którego dotarłem decydując się zjechać z trasy w ostatniej chwili. Tajlandia to kraj w którym wiele rzeczy nas zaskoczy i będzie nowe, dlatego warto ją eksplorować 
  7. Wyślesz tanie pocztówki. Prawdziwe życie lokalsa można przetestować próbując wszystkiego co lokalne. Ponieważ ryb nie jem to postanowiłem też zobaczyć jak wygląda poczta w Tajlandii. Spodziewałem się lipnej chaty z paniami sidzącymi przy wiatrakach. Myślałem, że będzie jak w Polsce, a było całkiem na odwrót. Panie miłe i nie popijające kawy z krzywymi mordami. Bardzo korporacyjnie i z klimą. Zresztą sprawdźcie na poniższym widełooo: 
    *Pocztówki dotarły w 1 tydzień.

Dobra Rada

To jest kilka ogólnych przemyśleń na temat jazdy rowerem po Tajlandii. Choć za dużo tej Tajlandii nie zjechałem to uważam ją za super miejscówkę. Mnie żadana klątwa nie dopadła i sraki nie miałem. Dziś już wiem na czym polega problem z tymi klątwami. Jak żresz gówno z ulicy z różnymi sosami i przyprawami to nie spodziewaj się niczego dobrego. Twoja kicha nie jest do takich nowości przyzwyczajona. Jak jesz zdrowe jedzenie, nie mieszasz za dużo to ani dupa, ani żołądek piec Cię nie będą.

Poniżesz zobaczysz pierwszy odcinek z podróży przez Tajlandię. Enjoy my friend:

About author

Adam Sułowski

Adam Sułowski to Ultra Triathlonista, Organizator Hunt Run - Polowanie na Biegaczy, autor Ultra Kukbuk StrąkMan'a i Time 2 Tri i przede wszystkim StrąkMan. Moim celem numer jeden jest wyścig na dystansie UltraMan - 10km pływania, 421km jazdy na rowerze, 84km biegu. Planem numer jeden są Mistrzowstwa Świata UltraMan na Hawajach. Misją jest znalezienie balansu w życiu między tym co nierealne i osiągalne poprzez przemierzanie drogi z punktu A do punktu B. Coraz częściej dostrzegam jednak, że: "Sztuka życia polega na tym by cieszyć małym, a wytrzymywać najgorsze." W.H. Double IronMan Finisher - 7,6km pływania + 360km jazdy na rowerze (avs 31,1km/h) + 84km bieganie - 23h53min! UMUK Finisher- 10km pływania + 421km jazdy na rowerze + 84 bieganie

No comments

Przeczytaj także