Jak trenować na wyjazdach i gdzie najlepiej biegać w Lizbonie

0
14726174_1713209595664344_3118507498005331968_n

W ramach wstępu mogę powiedzieć, że byłem głupi bez sensu trenując dwa lata temu gigantyczne objętości – chociaż to było fajne. Teraz wydaje mi się, że jestem mądrutki jak siemasz. Zanim jednak przejdziemy do konkretów to chciałem pozdrowić Cię z Lizbony. Temperatura gra, bo jest 19 stopni. Rano biegłem sobie słodziutko. Zacząłem powolutku bo z kompanem. Trochę kropiło na początku, ale nie przeszkadzało mi to w ogóle. Przed wyjściem na zewnątrz patrząc na padające kropelki deszczu na ziemię, wahałem się wystawić nogę i zacząć – bo jeśli jeszcze bardziej przypierniczy. Chyba nawet powiedziałem, że biegniemy, ale kompan powiedział poczekaj zaraz przejdzie. Po minucie deszcz zmniejszył się na taki znośny. Jak stałem w tych drzwiach to myślałem szkoda, że nie mam jakiejś wiatrówki. W domu jak biegam to nie mam problemów z tym żeby biegać nawet w dużym deszczu. Kwestia odpowiedniego ubioru jak zawsze.

Pamiętam zresztą moje pierwsze biegania. Zacząłem biegać jesienią. Jakoś mnie to bieganie poniosło i nie zwracałem uwagi pogodę. Zakładałem sztormiak wychodziłem i zlewałem na wszystko. Nie ważne że nie oddychało ubranie czy inne głupoty.

Jak są ciepłe dni i nie wieje to lubię biec w deszcz. Oczywiście biec w taki deszcz, że nie łupie hardcore z nieba. W ⅓ trasy zatrzymaliśmy się zrobić parę fotek i każdy pobiegł w swoją stronę. Nigdy nie biorę ze sobą telefonu na bieganie przez co nie mam tak wielu pięknych fotek jak inni kolorowi biegacze. Ja nie lubię też fotek z cyklu stoję i niby biegnę. Wolę zdjęcia w ruchu, a do nich jest potrzebny kompan lub statyw. Masz jakieś patenty to fajnie by było jakbyś się podzielił albo podzieliła – koleżankooo. Aaa i jeszcze jedno najważniejsze – nie cierpię zatrzymywać się w czasie treningu – czuję, że coś wtedy tracę. To chyba dlatego nie mam kolorowego instagrama, który wygląda jak instasiek prawdziwego biegacza/triathlonisty/miłośnika sportu. Lubię jednak przejrzeć sobie swoją tablicę, że wrócić sobie w pamięci do tych miejsc w których byłem. Może jak wrócę z Lizbony to kupię opaskę na telefon na ramię. Zobaczymy..

Fajnie sie biegło po tej Lizbonie dziś. 7.00 rano, mało ludzi. Przed 8:00 pojawiło się trochę więcej biegaczy. Nie za bardzo odpowiadali na moje hello. Czyżby tu się nie witali?

Wczoraj kierowca Ubera powiedział, że najbardziej poleca bieganie w Lizbonie wzdłuż rzeki. Faktycznie fajnie było. Mówił też, że bieganie po Lizbonie to przyjemna sprawa właśnie tylko wzdłuż rzeki bo jest płasko. Trochę pogadał, że Lizbona jest bardzo górzystym miastem i ciężko uprawia się tu sport. Ja sobie pomyślałem, że nie ma co narzekać. Fajnie zawsze wbiec na jakieś wzgórze, a i wiadomo, że jak człek na górkach trenuje to później takiej bardziej żwawy na płaskim. Ja jednak natenczas nie bardzo się nadaję na te kicanie po górkach.

Cierpię, że nie trenuję podczas wyjazd 100% według mojego zajebistego planu, ale jestem na wyjeździe i realizuje to co jest możliwe. Trochę boli mnie to, bo każdy trening regularny przesuwa pewne granice do przodu a tego właśnie szukamy w trenowaniu które nazywam porządnym, solidnym i nie oszukanym. Nie mamy regularności to klepiemy biedę. Oczywiście trzeba też myśleć, że jesteśmy ludźmi i pracować też trzeba i do Portugalii raczej roweru nie mogłem wziąć, ale mogę tu pływać i biegać. Plan jest tu jednak napięty jak plandeka na Starze (taki samochód produkowany w Starachowicach).

Rano biegałem, później śniadanie, pierdoły na kompie i na 10:45 wyszliśmy z Hostelu w kierunku zbiórki. Blisko to z buta. Pociągnąłem przez miasto z 1,5km walizkę na kółkach. Fajnie mi się spaceruje i chodzi po Lizbonie. Fajnie jest. Niby zimno dla lokalsów, ale 19 stopni, ale to 19 stopni jest takie ciepłe.

No właśnie, ale po co jam tu przyjechał.. Możesz chcieć zapytać lub się dowiedzieć. Przyjechałem tu na konferencję która sie nazywa Web Summit. Wiedziałem, że jest to konkret, ale nie spodziewałem się będzie tyle mediów i wielkiej pompy wokól tego wydarzenia. Polega ono na tym, że zjeżdżają się się tu same łebskie głowy robiące fajnie rzeczy w internecie. Czyli aplikacje mobilne, wielkie portale i możliwe rozwiązania w internecie. Są szefowie wielkich można powiedzieć koncernów typu: facebook, Uber, Tinder itp. Są tu inwestorzy, są tu startupy, są ludzie którzy chcą się uczyć od innych lub nawiązywać nowe znajomości.

Ja przyjechałem tu dodatkowo na event który jest przed Web Summitem. Jest to  Surf Summit – taka nieformalna droga poznania wielu fajnych ludzi, cieżko dostępnych na codzień.

Właśnie wróciłem z surfingu. Fajnie kurde bele surfować w listopadzie w Portugali. Początek dzisiejszego surfowania trochę mało klawy, bo zrobiło się 14 stopni i jak staliśmy już w piankach to zaczęło padać. Przypomniały mi się szybko te emocje przed triathlonem kiedy to chmara dzików czeka na znak startu i idą później konie po betonie. Wracając do stania w piance w Portugalii to jak na listopad to było ciepło, ale jednak stojąc w miejscu to trochę robiło się zimno. Schowałem klasycznie dłonie pod pachy, ale jak wszyscy skompletowaliśmy sprzęt to ruszyliśmy w kierunku wody. Ruch jest jednak najlepszy na termikę ciała.

Na brzegu poćwiczyliśmy wskakiwanie na deski. Ja byłem w grupie intermediate. Choć nie surfowałem 2 lata to szybko wszystko sobie przypomniałem. Po dwóch średnich próbach stawania na fali szybko nabrałem regularności i już się ślizgałem elegancko. Woda z 15 stopni, ale jak dymasz tam i z powrotem, walczysz z oporami wody to sie pocisz i nie czuć że zimno. Kozaczek.. 3h godziny w wodzie i zawijka do autobusów.

Fajny klimat super ludzie, mega otwarci i tacy wiedzący co się dzieje. Dobre miejsce na nowe kontakty. Tu nasuwa mi się na głowę kilka myśli. Właśnie jak chcesz poznawać nowych ludzi to idź w kierunku swoich zainteresowań i hobby. Druga myśl która mi się nasuwa to: sporo mnie ten wyjazd kosztował. Jednak mam takie podejście, że na szkolenia, hobby i swoje zainteresowania nie żałuję. To nie jest kasa przepuszczona na fju bździu, tylko zainwestowana do czego zachęcam także i Ciebie. Inwestuj w swoje hobby i zainteresowania. 

Dobra tego posta tutaj znowu zakończymy bo nie chcę się już rozpisywać i utrzymywać kreatywność na wysokim poziomie. Ale dymnięty jestem dobrze a godzina dopiero 19 i trza iść zaraz jeszcze na salony. Mam nadzieję, że podoba Ci się nowy format moich postów. Będę chwilowo robił to w ten sposób, bo tak najbardziej lubię to robić. Joł hoł hoł.

Dzisiaj w kąciku muzycznym proponuję posłuchać tego:

Lizbona, Portugalia- 5ty listopad 2016

About author

Adam Sułowski

Adam Sułowski to Ultra Triathlonista, Organizator Hunt Run - Polowanie na Biegaczy, autor Ultra Kukbuk StrąkMan'a i Time 2 Tri i przede wszystkim StrąkMan. Moim celem numer jeden jest wyścig na dystansie UltraMan - 10km pływania, 421km jazdy na rowerze, 84km biegu. Planem numer jeden są Mistrzowstwa Świata UltraMan na Hawajach. Misją jest znalezienie balansu w życiu między tym co nierealne i osiągalne poprzez przemierzanie drogi z punktu A do punktu B. Coraz częściej dostrzegam jednak, że: "Sztuka życia polega na tym by cieszyć małym, a wytrzymywać najgorsze." W.H. Double IronMan Finisher - 7,6km pływania + 360km jazdy na rowerze (avs 31,1km/h) + 84km bieganie - 23h53min! UMUK Finisher- 10km pływania + 421km jazdy na rowerze + 84 bieganie

No comments

Przeczytaj także

finishing

Jak skończyć to co zaczęliśmy?

Z każdą rzeczą/sprawą/wyścigiem/przedsięwzięciem/projektem jest tak, że możesz coś albo skończyć lub najnormalniej w świecie obsrać się. Sprawa jest zatem banalnie prosta jak drut pod warunkiem, ...