Moje pierwsze przemyślenia o regeneracji

0

Teraz tylko wyczekuję niedzieli. Niedzieli nie lubiłem bo zawsze trzeba było chodzić do kościoła. Najgorsze było to stanie. Chodziłem odstawałem swoje i nie wiedziałem po co tam stałem i co zostało powiedziane – choć niby człowiek po przyjęciu pierwszej komunii świętej wykształcony religijnie jakby co najmniej dostał maturę.

Przy okazji dostawał za moich czasów parę milionów polskich złotych (zatem był milionerem), zegarek a i byli tacy co otrzymywali rower z przerzutkami – góral marki ROMET, który ważył ze 20kg i był maszyną pierwsza klasa. Taka to ta edukacja kościelna mi się przytrafiła, że czekałem na dzwonki żeby można było przykucnąć, błogosławieństwo i zbieranie kasy bo już było blisko końca. Przed bierzmowaniem niby zmądrzałem bo byłem prawdziwym Gościem Niedzielnym. W założeniu trzeba było odstać swoje na tzw. SUMIE, która startowała o 12:00, ale do instytucji wchodziłem 12:50, czyli na to na co czekałem niegdyś – na dzwonki. Zimą trzeba było założyć czapkę bo ksiądz nie dawał ziarenek tym co mieli czerwone uszy. Tak oto można się wycwanić. Ten obowiązek chodzenia do kościółka w niedziele to jakby kara, która utkwiła we mnie do czasu kiedy rozpocząłem pewien etap w moim życiu, który nazywam TRIecoVeganLife. J Ta nazwa to tylko taki slogan (dla tzw. jaj), który sobie wymyśliłem kiedy ludzie śmiali się ze mnie i moich „balans nutrisijon, grejt sours of energy, dajet, dajdżeszczyn, vitality”. Po roku mogę i ich zapytać: WHO is Your Daddy now?

whoisdaddy

Jakże wiele się zmieniło od czasów komunii. Niedziela to taki piękny dzień, który traktuję po Bożemu. Życie płynie powoli aż miło. Swojego czasu robiłem sobie po długich i ciężkich 6 dniach przestrzegania kilku zasad dietetycznych cheating day. Jest to taki dzień podczas którego jadłem solidne śniadanie, a później hulaj dusza – wafelki, batoniki itp. Fanem słodyczy nie byłem, ale dobrze resetowało cały system do którego przywykał organizm. Nawet jeśli jadłem dużo syfu i niepojęte liczby kalorii to mogłem zaobserwować redukcję tkanki tłuszczowej i przyrost masy mięśniowej. Ten jeden dzień szaleństw był zawsze fajny bo później aż się chciało zdrowo odżywiać po takiej dawce trucizny. Miał jednak minus, że godził w moje sportowe aspiracje. Zawsze to organizm był bardziej zaśmiecony niż uporządkowany. Po pewnym czasie na cheating day w ogóle nie miałem już ochoty. Dzień ekscesów przemijał typowo. Moim zdaniem jest to dobra droga w odchudzaniu i być może w zmienianiu swojej diety. Na początek 6 dni po wegetariańsku, wegańsku. W ciągu tych 6 dni zapisywanie na kartce na co się będzie miało ochotę i w niedzielę – śmietnik! J

Cheating training Sunday

Wracając do treningów i regeneracji niedzielnej uważam, że każdy powinien mieć taki dzień w swoim tygodniu w którym w ogóle nie myśli i mało się rusza jeśli ora przez resztę dni. Będąc jeszcze studentem lubiłem przehulać ostro piątek i sobotę, a w niedziele faktycznie nie myślałem. To były czasy uff.. Niedziela to reset, ja przeznaczam ją teraz na leżenie, czytanie, lekki spacer i staram się przy tym mało patrzeć w komputer. Czysta głowa i mało spinki. W połowie dnia już chce się coś robić, przechodzą przez głowę myśli, że może pływanie w zalewie jednak. Czasem nawet mam ochotę na robienie przysiadów ze sztangą na dusznej siłowni. Nie ma co, lepiej odpocząć i dać się mięśniom zabliźnić i ruszyć pełnym ogniem znowu od poniedziałku. To działa bo znowu się chce i mimo że znów piątek czy czwartek, mięśnie bolo, to pamięta się o odpoczynku niedzielnym i myśli się, że już bliżej niż dalej tak jak na 24km w maratonie. Niby blisko, a wciąż niby tak daleko. Ten tylko się dowie kto biegł. Kto nie biegł ten stracił. Zawsze będę jednak powtarzał: lepiej robić półironmana niż przebiec maraton. Mimo wszystko coś każe biegać te 42km. Zatem tak jak z dietą kiedyś jeden dzień musi pozostać jeszcze dniem swawoli. Pewnie przyjdzie i taki etap, że niedziele już nie będą wolne tylko regeneracyjne treningi. Czy są w życiu hobby, które traktuje się bez obsesji? Czy ja tak tylko mam? 🙂

Coś z innego gara, ale jednak do niedzielnego. W tym roku w jesień i zimę kiedy jest mało owoców i warzyw mam zamiar przeznaczyć na głodówki i soczkowanie całodniowe ze smakiem marchwiowo – jabłkowym. Chodzą słuchy, że głodówka to wzmacnianie organizmu. Pożyjemy, sprawdzimy i zobaczymy.. ciekawe to!

Wracając znów na chwilę do odżywiania chciałbym lekko uchwycić problem odżywiania w dni nie treningowe. Kiedyś będąc na diecie konwencjonalnej i stosując pomiar liczbowy produktów spożywczych rozpatrywałem swoją dietę w tygodniowym ujęciu. Jest to znacznie lepsze niż obcinanie kalorii w dni nie treningowe. Mając rozpiskę na cały tydzień można lepiej rozplanować co garnka włożyć, a co do lodówki. Poza tym oszczędza się czas na przygotowywaniu posiłków. Chodzi się jak w zegarku, a przy okazji jedzenie jest dużo bardziej urozmaicone. Jest zresztą kilka sposobów na odżywianie, które w mym przypadku się sprawdzały (budowanie masy, redukcja, utrzymanie masy) tylko trzeba umieć ułożyć to w system, a zarazem schemat. W moim następnym poście będę chciał uchwycić właśnie mój system diety wegańskiej, później wymieszać to z tym co wymyślił Brazzier. Brendon to zwolennik RAW, ja również, ale nie jestem niestety na to gotowy. Jednakże wiem już od dawna, że to bardzo słuszna droga.

Trzeba Dobrze!

Dziś znowu jest poniedziałek i inna motywacja. Nogi w ogóle nie bolą. Trzeba dobrze! Trzeba dobrze  to hasło, które przyświeca mi każdego dnia. Jest bardzo głębokie i szerokie można je interpretować w każdym kierunku. W moim życiu pojawiło się na studiach, a ja skojarzyłem je z wypracowaniem jakie czytałem w liceum. Pamiętam jedno zdanie z ów czyjś wypocin, które odmieniło całe moje życie:

„Szanuję Stanisława Wokulskiego bo był dobry.”

Kończąc dzisiejszy regeneracyjny artykuł nawołuję wszystkich do wypoczynku przynajmniej jednego dnia. Niechże to będzie dla jednych niedziela, a dla innych świątek piątek i sobota.  Jeśli ma być dobrze to trzeba dobrze. Chciałbym również zaznaczyć, żem nie jest Judaszem i mimo mojego grubiańskiego wpisu nt. kościoła uważam, że przydałby się w obecnie otwartym oknie transferowym , transfer Martina Lutra z 1517r, który zapoczątkował trend kościelny zwany reformacją. Szanujmy ludzi bo są dobzi!

TRIecoVegan Pozdrowienia!

(Visited 241 times, 1 visits today)

About author

Adam Sułowski

Adam Sułowski to Ultra Triathlonista, Organizator Hunt Run - Polowanie na Biegaczy, autor Ultra Kukbuk StrąkMan'a i Time 2 Tri i przede wszystkim StrąkMan. Moim celem numer jeden jest wyścig na dystansie UltraMan - 10km pływania, 421km jazdy na rowerze, 84km biegu. Planem numer jeden są Mistrzowstwa Świata UltraMan na Hawajach. Misją jest znalezienie balansu w życiu między tym co nierealne i osiągalne poprzez przemierzanie drogi z punktu A do punktu B. Coraz częściej dostrzegam jednak, że: "Sztuka życia polega na tym by cieszyć małym, a wytrzymywać najgorsze." W.H. Double IronMan Finisher - 7,6km pływania + 360km jazdy na rowerze (avs 31,1km/h) + 84km bieganie - 23h53min! UMUK Finisher- 10km pływania + 421km jazdy na rowerze + 84 bieganie

No comments

Przeczytaj także

0

Your Cart