Jak wygląda trening Muai Thai w Tajlandi?

0
ring

Zawsze interesowały mnie sporty walki. Jak byłem małolacik to trenowałem karate 2 lata. Naoglądałem się wtedy już filmów na VHS z Panem Miyagi i czułem swoje powołanie. Zajęcia odbywały się 2 razy w tygodniu. Kosztowały 20zł za miesiąc – takie czasy. Latałem z uśmiechem na twarzy. Zawsze marzyłem o kimono, ale nigdy go nie miałem. Marzyłem o kolorowych pasach, ale miałem tylko taki do spodni. Jak byłem młody to mi mówili, że jestem tak chudy, że wiatr mnie zdmuchnie. Tu skończyła się moja kariera wojownika ninja, a ja zacząłem grać w tenisa stołowego.

Teraz na Phuket odżyła moja młodzieńcza fantazja i wróciłem na salę treningową. Jestem teraz trochę starszy,  ale wciąż tak samo zakręcony jak za młodu na punkcie sportu. Muay Thai jest zarąbisty. Fachowo jako jednostka treningowa to jest to dla mnie dodatkowa objętość – takie zabawowe cardio podczas którego można wywalić dodatkowy stres.

Na czym polega Muai Thai

Z pierwszej lekcji mogę powiedzieć, że jest to sztuka walki polegająca na uderzeniach:

  • pięściami
  • łokciami – uderzenia pionowe (to było dla mnie zaskoczenia) i poziome
  • kolanami 
  • nogami – póki co były tylko kopnięcia tylko w tłów

Jeśli chodzi o Muai Thai to zdaje się, że najwięcej turystów wojowników przyjeżdża trenować do Tajlandii na Phuket lub Koh Phangan. Sport ten jest na tyle rozwinięty, że budynki „Muai Thai’owni” wyglądają mega profesjonalnie. Można wykupić w takim miejscu apartament, „odżywianie” i całą resztę jaką może potrzebować profesjonalista lub amator chcący uczyć się jak najwięcej. Można w takich miejscach zrobić nawet certyfikaty i zostać instruktorem, tudzież sensejem. Polecam prywatną sesję z trenerem każdemu kto tu przyjeżdża nawet takiej osobie, która zakłada tylko taplanie się na plaży. Jeśli jest się w dobrej formie fizycznej to można bardzo dużo nauczyć się już na pierwszych zajęciach.

Jak wygląda trening?

Ja wziąłem trening personalny więc od razu można było przejść do konkretów i uczenia się techniki. Trening zaczyna się od biegania na boso 5-10min po macie. Później zakładają Ci taśmy na ręce i już masz uczucie bycia PRO. Patrzysz w lustro i widzisz Rockiego. Zaczyna się od ustawienia na nogach i wyprowadzasz pierwsze ciosy. Gdy wyprowadzasz cios to zawsze jedną ręką zasłaniasz mordę. Zaczęliśmy chodzić po salce i przypomniało mi się jak ważne jest ustawienia nóg i poruszanie się. Następne zacząłem uczyć się uderzeń łokciami. Najpierw uderzenia poziome, później pionowe. Na początku szły bez tego pierdolnięcia, później dopiero była solidna szybkość. Trudniejsze są te poziome, nie wyobrażam sobie dostać takiego łokcia, ale pewnie na wszystko przyjdzie czas. Po łokciach w ruch poszły kolana. Trener parę razy pokazowo mi przywalił. Mimo, że lekkie to bolało – mniemam, że przy pełnym uderzeniu zdychałbym jak siemasz. Po kolanach poszły w ruch kopnięcia w tułów – to też boli. Najpierw technicznie i programowanie dobrego kopnięcia. Przy kolanach i kopnięciach trzeba się nauczyć zrobić dodatkowy krok. Jest to trochę trudne na początku, ale później głowa już sama kmini. Na pierwszych zajęciach również front kicki. Kopanie frontami w brzuch Taja sprawiało mi największy problem, ale mówił mocniej i mocniej więc kopałem. Dobre były kombosy z front kicków na brzuch – lewa, prawa,lewa, prawa. Naparzałem przez całą salkę a Taj tylko przyjmował ciosy i się cofał. Ziomuś widział, że nie zdycham więc zaczęliśmy lecieć z mocnymi uderzeniami w ochraniacze(?- te poduszki w które się uderza).

Jako trener zawsze lubiłem ćwiczyć z osobami w dobrej kondycji – dużo się uczyli i korzystali z zajęć. Mi jako trenerowi cieszyła się japa, że ktoś dostał ostre cięgi na treningu i dużo na nim skorzystał, a przy okazji trenujący był zadowolony ze swojego zmęczenia. W takich sytuacjach ma się poczucie spełnienia. Fajnie też było widzieć progres u innych to też dawało dobrego kopa. Widziałem zadowolenie Trenera, który cieszył się gdy moje kopy siadały coraz mocniej. Uśmiechał się i spoglądał na innych trenerów i se myślał, że dobrze odwalił swoją robotę.

Power Combo – tym mianem nazywam serie kilku różnych uderzeń

Prawy, lewy, łokieć, kopnięcie góra dół już oszalał cały tłum – tak jak za Andrzeja Gołoty. Jeb, jeb, jeb.. Jeb, jeb, jeb.. Kombosy są bardzo dobre jeśli chodzi o budowanie wydolności. Najbardziej podobał mi się wjazd z kolana, później stawiasz nogę blisko przeciwnika i bach łokieć. W dobrym rozpędzie łokieć jak siadał to cieszyła się dusza z dobrego uderzenia. 

Powtórzenia jednego uderzenia

Dobre były też serie kopnięć x 10 na każdą nogę. Za pierwszym razem lepiej siedziała mi prawa noga. Jeb, jeb, jeb z całej prawie „pety” jak to się kiedyś mówiło. Później lepiej siadała lewa. W przerwach między kombo i uderzeniami z powtórzeniami były pompki i brzuszki. Dobrze szło, waliłem jak zły i kondycja była dobra. Bardzo mnie to cieszyło, bo mógłbym tak bardzo długo. Forma zdaje się jest na naprawdę dobrym poziomie. Kopanie daje to fajne uczucie siły i sprawności.

Podsumowanie

Na koniec treningu to czego doświadczasz to fakt, że koszulka jest tak mokra jakby się pływało. Na drugi dzień nie miałem mega zakwasów, ale czułem zmęczenie w mięśniach których na codzień nie używam. Jeśli szukasz treningu rozwijającego całe ciało, to dzięki Muai Thai na pewno poprawisz: elastyczność, koordynację, kondycję, siłę i ogólną sprawność. W pełni się pod tym podpisuję, zachęcam do próbowania i przesyłam ukłony.

23 marca 2016, Phuket

About author

Adam Sułowski

Adam Sułowski to Ultra Triathlonista, Organizator Hunt Run - Polowanie na Biegaczy, autor Ultra Kukbuk StrąkMan'a i Time 2 Tri i przede wszystkim StrąkMan. Moim celem numer jeden jest wyścig na dystansie UltraMan - 10km pływania, 421km jazdy na rowerze, 84km biegu. Planem numer jeden są Mistrzowstwa Świata UltraMan na Hawajach. Misją jest znalezienie balansu w życiu między tym co nierealne i osiągalne poprzez przemierzanie drogi z punktu A do punktu B. Coraz częściej dostrzegam jednak, że: "Sztuka życia polega na tym by cieszyć małym, a wytrzymywać najgorsze." W.H. Double IronMan Finisher - 7,6km pływania + 360km jazdy na rowerze (avs 31,1km/h) + 84km bieganie - 23h53min! UMUK Finisher- 10km pływania + 421km jazdy na rowerze + 84 bieganie

No comments

Przeczytaj także

finishing

Jak skończyć to co zaczęliśmy?

Z każdą rzeczą/sprawą/wyścigiem/przedsięwzięciem/projektem jest tak, że możesz coś albo skończyć lub najnormalniej w świecie obsrać się. Sprawa jest zatem banalnie prosta jak drut pod warunkiem, ...